piątek, 17 marca 2017

Krótki wpis szałowy...



...a raczej szalowy :)


Mieszanka dwóch różnych nici - jedwabiu i cienkiego, jak pajęczyna, moheru. Tak powstał szal...




Wzór, który powtarzam do znudzenia, węzły Salomona:




Okrasiłam je kwiatami, żeby dodać tego "czegoś"...



Kolor to złaman biel, chyba tak można go określić.



W czytaniu natomiast mamy znowu H. Mankella:


W polskich wydaniach sa to, według kolejności zdjęć:
"Wspomnienia brudnego anioła"
"Ręka"
Swoją drogą ciekawe podejścia do tytułów :)

poniedziałek, 13 marca 2017

****



W dniu bierzmowania mieliśmy taką sobie pogodę, ale dzieci pięknie pozowały na zimnie :)



Iza postanowiła pokazać, że też już jest duża i włożyła moje buty :) prawie nie widać, że moje :)




A. dostał wolne na ten dzień, więc nam akompaniował podczas uroczystości.



I na koniec bardzo zabałaganione, roboczo-domowe zdjęcie Gosi uczesania:




Tymczasem już od soboty pogoda się poprawiła - prawie zdecydowaliśmy się na wycieczkę - aż żal było nie zrobić kilku fotek.


Oto szafirki:







Kolejne niebieskości, to hiacynty - jak one pachną!!!!





I fiolety - fiołki:






Nie mogłam się oprzeć :)



Z tej radości wiośnianej umyłam nawet okna na piętrze i przymierzam się do poważnej kąpieli auta...


czwartek, 9 marca 2017

Pracowite 2 tygodnie



....za nami. Jeszcze pozostaje trzeci intensywny i może w końcu zabiorę się znów za dom.



Tydzień temu dzieci miały w szkole "Dzień Ulubionych Postaci Książkowych". Zamiast mundurków - kto chciał - mógł przyjść przebrany za swoją ulubioną postać z książki.

Klasa najstarszej - 6 - prawie się wyłamała i jakoś nie specjalnie garnęła się do przebieranek. W końcu to już  najstarsi! w tej szkole ;)
Najmłodsza postanowiła być Alicją z Krainy Czarów. Bardzo lubi tę książkę, a ostatnio oglądała ekranizację "Alicji po drugiej stronie lustra" i zakochała się w filmie. Jej strój był prosty: sukieneczka, opaska na rozpuszczonych włosach... i gotowe.

Monika wybrała bohaterkę irlandzkiej książki "Under the howthorn tree"(Pod drzewem głogu) autorstwa Marity Conlon-McKenna. Proszę tu nie mylić z filmem "Pod krzewem głogu", to zupełnie inna bajka, że tak to ujmę. 

Monia wybrała najstarszą z trójki rodzeństwa: Eily. Należało ubrać córę w stare, schodzone ubrania, do tego odpowiednio dobrane do czasów Wielkiego Głodu. Przerobiłam jej spódnicę i dodałam brązowy szal na ramiona, szarą koszulę z długim rękawem, rozpuściłam i potargałam włosy i... poszła zadowolona. Poniżej okładka książki, dla porównania:




Niestety, nie mam zdjęć z tamtego dnia, bo wszystko było w pośpiechu i tak jakoś wyszło. 



Za to w tym tygodniu, mamy "Dzień Wody", czyli wszystko o wodzie, jej zużyciu, oszczędzaniu, itp. Dzieci miały wymyśleć coś związanego z tą tematyką. Jeśli nie strój, to choć ubrać się na niebiesko(kolejny dzień bez mundurków). 

Iza chciała być akwarium i z tekturowych kartonów i papieru złożyłyśmy projekt. Iza dzielnie pomagała w malowaniu i wycinaniu.








U Moniki miało być prosto, bo stwierdziła, że tylko ubierze się na niebiesko. Wymyśliła sobie, że będzie wodospadem, więc niebieska sukienka wupełnie wystarczy. I tak to trwało do poniedziałku. Na szczęście postanowiłam, tak na wszelki wypadek, upleść jej kapelusz i pomalować na białoniebiesko. W poniedziałak wieczorem zaczęła marudzić, że jednak chciałaby coś, tylko już późno... przetrzymałam ją do wtorku i kiedy przyszła ze szkoły zobaczyła to:





W środę poszłam na strych, wyciągnęłam niebieskie firanki i białą siateczkę i złożyłam z tego spódnicę, którą wieczorem ozdobiłyśmy rybkami - domyślnie skaczącymi w wodzie wodospadu. Oto Monia:













Mam nadzieję, że bedą się dobrze bawić!



A jutro... bierzmowanie Gosi....jak to zleciało!!!!

czwartek, 2 marca 2017

To co w nitkach




...się dzieje...

Wiosenna chustka na szyję leżała już dwa miesiące i czekała na wpis, sweter chyba ze 3 tygodnie... jakoś mi nie po drodze z internetem.

Zdjęcia też takie sobie, bo nie mam nikogo, kto by mnie obfocił :)

Chustka najpierw była po prostu błękitna, ale czegoś mi w niej brakowało...


...dołożyłam więc obwódkę z białej bawełny:


I ostatecznie mnie to zadowoliło:


Na chłodną wiosnę będzie akurat dobra, bo osłoni trochę szyję, a nie zagrzeje zbyt mocno. Obie nitki to 100% bawełny.

Teraz sweter, który miał być ciepły, leciutki i większy, żeby pozostał luz.



Na sweter poszło mi niecałe 200g włóczki. Jest bardzo lekki, ciepły, otula mgiełką mięciutkiej wełny i na chłodne wieczory irlandzkie będzie akurat...



Rękawy zrobiłam sporo za długie, żeby móc schować w nie dłonie. Nauczyła mnie tutejsza pogoda, że dobrze jest mieć coś, co narzuci się na bluzeczkę, sukienkę i sprawa rozwiązana; poza tym taki sweter jest idealny po wyjściu z basenu, kiedy wracamy ponad 20km do domu.



Teraz zabieram się za tę mieszankę merino z czymś tam jeszcze. Cienizna niesamowita, ale mam już pod nią projekt - tym razem z gazety sprzed 6 czy więcej lat :)



Cały czas, powolutku, powstaje serduszkowy obrus... już 3 chyba...



Piękny kolor, choć kiedy go kupowałam online, wcale nie byłam tego taka pewna.


Nić to microfibra, śliska niesamowicie, ale efekt przepiękny. Tak mi się spodobała, że mam chyba jeszcze 3 pudełka, czyli około 24 czy 30 motków. Nie jest to jednak tak dużo, bo na ten obrus pójdzie na pewno jedno opakowanie czyli 8 lub 10 moteczków(nie pamiętam ile jest w jednostce).


Jeszcze zdjęcie żonkili - tych najpierwszych, zaraz po miniaturach. Teraz są w pełni kwitnienia, a za chwilę dołączą do nich "bracia" w wersji pełnych kwiatów.



Zakupiłam też - i mam nadzieję, że tym razem urośnie - konwalię:


Muszę tylko poszukać takiego miejsca, żeby nie przeszkadzała, kiedy się, ewentualnie!, rozrośnie. Chyba, że pozostawię ją w pojemniku. Już rozmawiałam ze znajomym budowlańcem, żeby zachował dla mnie jak największe pojemniki po gipsach, klejach czy takich tam...

piątek, 17 lutego 2017

Luty już w połowie




...a nawet trochę dalej...

Dziś są urodziny mojej najstarszej. Przygotowany tort - prawie niespodzianka, bo jeszcze nie widziała go z dekoracją :)




Do tej pory, w lutym, zaliczamy intensywne przygotowanie do bierzmowania. Do tego oficjalnie już mamy Gosię zapisaną do szkoły średniej i co jakiś czas donosimy jakieś dokumenty.
Tydzień temu miała "dzień testowania przedmiotów". Od 9 rano do 16 po południu była już w nowej szkole i miała lekcje z trzech wybranych przedmiotów.
Poza przedmiotami, które są obowiązkowe, dzieci muszą sobie wybrać 3 dodatkowe, które szczególnie je interesują. U Gosi jest to:
1 science - czyli dość szeroko rozumiana nauka :)
2 business
3 home economy
Miała ochotę na projektowanie grafik i poszła testować ten przedmiot, ale po lekcjach stwierdziła, że to nie dla niej. Wczoraj zaniosłam gotową listę wybranych zajęć i czekam co będzie kolejne :)

W międzyczasie zaliczyłam trzy wywiadówki w szkole i wyszłam z nich bardzo, bardzo zadowolona z dziewczyn. Trudno pisać z której szczególnie, bo każda z nich się stara.
Cieszy mnie to, że najstarsza w tym roku naprawdę przyłożyła się do lekcji - jeszcze bardziej niż w poprzednich latach - i nie traci czasu na pierdoły. Nawet jej nauczycielka stwierdziła, że Gosia daje z siebie 100% i ona już nie może od niej wymagać więcej.

U Moniki bałam się najbardziej o jej zachowanie podczas lekcji. Okazało się, że nie jest tak źle, a w nauce nastąpiła poprawa jeśli idzie o pisanie, o jego estetykę.

Iza zebrała pochwały i jej wychowawczyni zaproponowała, że będzie dawała dodatkowy materiał dziecku, żeby się nie nudziło. Ciekawe czy to dziecko tak się ucieszy? :)


W wolenej chwili Monika ukleiła z gliny maskę Maorysów. Od jakiegoś czasu lubi babrać się w glinie i zastanawiam się nawet czy nie kupić tego z 10 kilo?



W ogródku kolorowo:









Zaczynają kwitnąć pierwsze żonkile:




A ja oprócz dziergania - mam już dwie rzeczy gotowe - zaczytuję się książkami Diany Gabaldon:


Seria, jak się okazuje, całkiem spora...

piątek, 3 lutego 2017

Zaczyna być kolorowo




...i tylko zimno jeszcze straszy.


Bratki, rosnące w tym miejscu 3 rok, właśnie zaczynają budzić się do życia. Widzę, że tworzą coraz więcej pąków.



Przebiśniegi, które teraz najbardziej mnie urzekają:




Skąpane deszczem wyglądają czarująco.



Żonkile miniatury rozchylają pierwsze pąki:


...by niedługo utworzyć złotą plamę słońca wśród trawy.




Do wysadzenia przygotowuję kolejną partię pierwiosnków:



...a na parapecie cały czas prowadzę w formę pienną, moją fuksję. Ona tworzy pędy boczne, które ja usuwam, więc ona tworzy kolejne, itd, itd. W tej chwili ma jakieś 70cm wysokości. Dociągnę ją do metra i zacznę rozkrzewianie.



Dni powoli stają się coraz dłuższe... już jest nadzieja....